Me
Licznik - 938Guest book
Księga Gości
My Freinds
Links
Archives
2012- A ty dziecinko nie uciekasz? – Zapytał mężczyzna spoglądając na dziewczynę odwróconą do niego plecami. Ubrany był w biały garnitur stylizowany na lata pięćdziesiąte. [przyp. aut. W tych latach żył i tworzył Elvis]
- Nie… Czekałam na ciebie, panie Ryu. – Odpowiedziała zgodnie z prawdą. Ciekawscy przykleili nosy do szyb spoglądając z zaciekawieniem i przerażeniem na Ryu i Moire. Dobrze wiedzieli, że do przywódcy Beznadziejnych należy odnosić się z niezwykłą pokorą, a jeszcze lepiej nie mówić nic, milczeć mając nadzieję na ocalenie skóry.
~
- Co on jej zrobi? - Zapytała przerażona piętnastolatka.
- Nawet nie chce na to patrzeć. - Jasnowłosa dziewczyna zakryła twarz w dłoniach. Przewodniczący samorządu uczniowskiego otworzył okno i krzyknął w stronę nastolatki.
- Jesteś głupia? Uciekaj! - Szybko jednak umilknął, gdy Ryu podniósł na niego wzrok. Zamknął okno i razem z pozostałymi uczniami odskoczył od okna.
- Żałosne. - Mruknęła nastolatka odwracając się twarzą do mężczyzny. - Dlaczego oni się ciebie obawiają?
- To ty? - Zapytał zaskoczony. Pamiętał wczorajszą noc na cmentarzu i pierwsze spotkanie z nastolatką. Wyzwała go od zboczeńców i gwałcicieli, co nie było zbyt miłe. Tym bardziej nie pochwalał krytykowania jego fryzury, lecz i tak uważał, że Moira jest uroczą dziewczyną.
- Wszystko zależy od reputacji. Ja dbałem o swój wizerunek bardzo długo i sumiennie.
- Wątpię aby twoje sumienie w tamtym czasie miało dużo do powiedzenia. A teraz powiedz... Co tutaj robisz?
- Przyjechałem spotkać się z Yoh.
- To sobie jeszcze poczekasz. Yoh kończy lekcje za dwie godziny. Jeżeli chcesz, to mogę dotrzymać tobie towarzystwa. Chyba, że... - Zamrugała gwałtownie spoglądając na stojący w oddali potężny motor przypominający Harleya Davidsona. Serce mocniej zabiło widząc maszynę. Moira niczym zamroczona obeszła mężczyznę i powoli podchodziła do potężnej bestii mechanicznej. Ryu zaskoczony zachowaniem dziewczyny poszedł za nią. Widział jak dziewczyna ostrożnie przygląda się motorowi. Z każdą sekundą napawała swe oczy pięknem pojazdu. To było coś więcej niż fascynacja. Moira naprawdę kochała potężne maszyny i było to widoczne w jej oczach.
- Podoba ci się? - Zapytał mężczyzna, a Moira nawet na niego nie patrząc odpowiedziała.
- Podoba? To za mało powiedziane. Potęga, niebezpieczeństwo, władza a do tego piękno. Kocham takie stworzenia.
- Stworzenia?
- Nie nazwę ich maszynami, to coś więcej niż kilogramy surowców. Mają serce i duszę. Królują i pragną wolności. Nie każdy ich możne dotknąć, chociaż każdy je podziwia.
Mężczyzna uśmiechnął się słuchając słów nastolatki. Po raz pierwszy spotkał dziewczynę, która otwarcie mówiłaby z uwielbieniem o jego zabaweczce.
- Chcesz się przejechać?
- Ja? A-ale... - Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu właściciela. Ryu wyciągnął z tylnej kieszeni spodni kluczyki i zamachał nimi przed nosem dziewczyny.
- Skąd ty...? To twoje cudeńko?
- Chcesz się przejechać?
- Jeszcze pytasz? Pewnie, że tak!
Srebrnemu Skrzydłu ten pomysł wydał się szalony i bezmyślny. Pojawił się przed Moirą rozpościerając skrzydła, tym samym zasłaniając motor.
- To szaleństwo. Nie pojedziesz.
- Pojadę.
- Nie pojedziesz, to jest niebezpieczne. Poza tym Silva mówił abyś zaraz po szkole wróciła do domu.
- Tak mówił? - Zamyśliła się przez chwilę. - Nie przypominam sobie. - Wzruszyła ramionami starając się ominąć orła.
- Najpierw powinnaś zapytać ojca o zgodę, a dopiero później... - Spojrzał na mężczyznę. - Ryu powiedz, że to niebezpieczne.
- Co jest niby niebezpieczne? Przejażdżka ze mną? - Uśmiechnął się z politowaniem.
- Orle daj spokój. Jak chcesz to leć do Silvy, ja wrócę przed kolacją.
- I mam zostawić ciebie samą? Nawet nie jadłaś obiadu.
- Czy to prawda? - Ryu spojrzał zatroskany na dziewczynę.
- Wiesz... Niezbyt dobre serwują dania w szkolnej stołówce. Właściwie nie da się ich przełknąć. Należę do wybrednych osób i źle przyrządzone potrawy doprowadzają do zatrucia pokarmowego.
- To akurat fakt... Jesteś delikatna niczym francuski piesek na salonach.
Moira prychnęła pogardliwie odwracając wzrok.
- W takim razie, jeżeli nie masz nic przeciwko to zapraszam ciebie na obiad. - Ryu uśmiechnął się szarmancko wyciągając dłoń w stronę dziewczyny
- Naprawdę? - Zatrzepotała rzęsami.
- Nic z tego... - Orzeł wleciał między Moire a Ryu. - Wracasz do domu.
- Orle. Powtarzasz się... Wrzuć na luz i lepiej powiedz Silvie, że wrócę przed kolacją. - Mimo sprzeciwu ducha, wsiadła na motor i założyła na głowę kask.
- Bądź spokojny ptaszku. Zaopiekuje się nią. - Ryu włożył na głowę kask dopasowany specjalnie do jego fryzury. - Gotowa? - Zapytał odpalając silnik. Moira objęła Ryu w okolicach brzucha i wtuliła twarz w jego plecy. Szaman poczerwieniał na twarzy. Pierwszy raz jakakolwiek kobieta w taki sposób go dotknęła. Poczuł szybsze bicie serca, lecz nie mógł się zdradzić. Musiał zachować trzeźwość umysłu i zadbać o bezpieczeństwo dziewczyny. W przeciągu kilku sekund motor odjechał pozostawiając orła samego.
- Mam być spokojny, gdyż ty o nią zadbasz? Tego właśnie obawiam się najbardziej. - Srebrne Skrzydło rozmyło się w powietrzu, tym samym powracając do Silvy.
~~
Moira z rozkoszą rozglądała się dookoła przemierzając Tokio na grzbiecie mechanicznego ogiera. Ryu na przejażdżkę wybrał najbliższe okolice. Nie zamierzał oddalać się od miasta ze względu na Moirę. Nawet te ulice, które dziewczyna znała zdawały się najpiękniejszymi na świecie. Mieszkańcy dobrze znali Ryu, bali się jego, drżeli na sam widok więc tym bardziej zaskoczył ich fakt, że delikatna kobieta towarzyszy liderowi najgroźniejszej grupy w mieście.
- Jesteś głodna?
- Trochę, ale teraz nawet o tym nie myślę. – Wyszeptała zaciskając palce mocniej na białej marynarce. To fakt, że dziewczyna nigdy podczas przejażdżki na motorze niczym nie zaprzątała swych myśli.
Ryu skręcił w jedną z bocznych uliczek zostawiając za sobą zgiełk miasta. Powoli asfalt zaczął ustępować piaszczystej drodze, a wysokie budynki znikały za drzewami rosnącymi po obydwóch stronach dróżki. Nastolatka nie zapytała gdzie jedzie. Z niewiadomych przyczyn ufała mężczyźnie.
- Schodź… - Powiedział zatrzymując motor.
- Gdzie jesteśmy? – Rozejrzała się w wokół i jedynym co ujrzała to mały domek z altanką i tarasem oraz dużym ogrodem.
- W moim małym królestwie. Wiem, że nie jest zbyt…
- Przestań. – Zeskoczyła z motoru spoglądając na majaczącą w oddali starą kręgielnie. – Widzę, że jesteśmy na obrzeżach miasta. – Uśmiechnęła się promiennie. – To znaczy, że odwieziesz mnie do domu?
- Później… - Odpowiedział zgodnie z prawdą. Delikatnie złapał Moirę za rękę i zaprowadził do swego domu. Pomimo, że lokum nie było zbyt duże nadrabiło wystrojem. Od progu było widać, że właściciel dba o swoje mieszkanko z niezwykłą starannością. Ściany pokryte były kamieniami wprowadzającymi mroczny klimat, starych zamczysk. Ośświetlenie ścian stanowiły elektryczne pochodnie w kształcie smoczych łap w których szponach utkwione były perłowe klosze. Drzwi każdego pokoju były wykonane w kształcie łuku, a drewniane drzwi pokryte starannie farbą imitującą stare srebro.
- Rozgość się. – Ryu otworzył drzwi do salonu, a jego piękno zaskoczyło kociooką.
- T-to jest… Niesamowite. – Wymamrotała przekraczając próg. Czerwona sofa ustawiona pod ścianą nad którą wisiał czarny zegar ze smokiem lekko przecierany starym srebrem. Tarcza wykonana była ze srebra, wskazówki złote, a cyfry pomalowane na krwistoczerwono. Przed sofą stał stolik kawowy, lecz nie taki jak zazwyczaj można zaobserwować. Ten stolik był oryginalny i bez wątpienia gotycki, podtrzymywał motyw smoków przeważający w owym domu. Bowiem ława była w kształcie siedzącego smoka z rozłożonymi skrzydłami na których trzymał się szklany blat dodatkowo zdobiony złotymi, celtyckimi motywami. Przy ścianie naprzeciwko sofy stał duży telewizor obok którego stał regał z filmami.
Moira usiadła na sofie podziwiając piękno salonu. Zaciekawiona była czy w tym domu jest komputer z Internetem. Zakradła się do kuchni w której był Ryu.
- Co robisz? – Zapytała spoglądając na szatyna krzatającego się po kuchni.
- Podobno nie jadłaś obiadu. – Usłyszała w odpowiedzi. Oczywistym stało się, iż mężczyzna przygotowuje danie którym zaspokoi głód dziewczyny. „Czy on… gotuje dla mnie?” zapytała samą siebie.
- Dziękuję… - Wyszeptała oniemiała.
- Czy coś się stało? – Zapytał podnosząc wzrok znad tarki na której tarł warzywa.
- Masz tutaj dostęp do Internetu?
- W szafce pod telewizorem jest laptop i… a z resztą. Tokageroh. – Przyzwał swego ducha. – Daj Moirze Internet i laptop.
Duch japońskiego wojownika zrobił to co nakazał jego przyjaciel i po chwili dziewczyna siedzała przeglądając oferty wczasowe.
- Co robisz? – Zapytał zaciekawiony Tokageroh.
- Szukam niedrogiego pobytu nad morzem. Najlepiej w jakimś egzotycznym miejscu.
Tokageroh przeniknął przez ścianę tworząc w ten sposób skrót do kuchni.
- Ryu… Czy ty czasem nie jesteś chory?
- Chory? – Uniósł brew do góry. – Nic mi na ten temat nie wiadomo. O co chodzi?
- Zdaje się, że przestałeś zwracać się do dziewczyn niczym tani Don Juan i… Co lepsze, świetnie dogadujesz się z Moirą.
- Tak myślisz? – Zaskoczony spojrzał na ducha.
- Mała przegląda oferty w poszukiwaniu wycieczki.
- I co w tym takiego szokującego?
- Manta ma znajomego, który posiada samolot. Moglibyście zorganizować wspólnie wyjazd.
Ryu nic nie odpowiedział nałożył na miskę makaron spaghetti i polał specjalnie przygotowanym sosem. W myślach analizował propozycję swego mentalnego przyjaciela.
Rozdział VI
Moira skończyła przeszukiwać oferty, gdy szatyn postawił przed nią miskę makaronu włoskiego.
- Mmmm skąd wiedziałeś, że lubię kuchnię włoską? – Zapytała chwytając łapczywie za widelec i łyżkę.
- Nie wiedziałem. – Usiadł przy Moirze zaglądając do laptopa. – Szukałaś noclegów na Karaibach?
- Tak… Widzisz. Uwielbiam morze, plaże, palmy… - Westchnęła rozmarzona. – Nigdy tam nie byłam. Mój ojciec ma bardzo ograniczony budżet, a ja sama radzę sobie poprzez sprzedaż internetową. Ostatnio odłożyłam trochę grosza i chętnie wybrałabym się w taką podróż, ale problem w tym, że… Nie mam z kim. – Zajadała się spaghetti jak wykwintnym daniem. Jeszcze nigdy nie jadła tak pysznego sosu. Mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach i to było potwierdzone. Starannie dobrane składniki. Przyprawy wyselekcjonowane. Warzywa dokładnie posiekane. Dla Moiry spożywanie spaghetti było niemalże ceremonią. Z każdym kęsem czuła jak jej zmysł smaku dosięga nieba. Nie budziło wątpienia, że Ryu umiejętnie uwodził Moire swymi skrzetnie ukrywanymi przepisami.
- To chyba nie stanowi problemu. Jeżeli chcesz to dotrzymam tobie towarzystwa.
- Hmmm a gdybyśmy tak zabrali jeszcze Yoh, Mante i Beznadziejnych?
- Beznadziejnych? – Ryu aż zakrztusił się sosem. Nie spodziewał się, że jakakolwiek dziewczyna zaproponuje spędzenie wspólnego czasu z jego gangiem.
- Wiesz, jeżeli nie chcesz…
- Nie o to chodzi. Przecież ty ich nawet nie znasz.
- Zawsze mogę ich poznać, a wiem, że jesteście przyjaciółmi. Jeżeli tylko wyrażą ochotę to niech się przyłączą. – Spojrzała na Ryu, a widząc jego krytyczny wzrok od razu wróciła do spożywania obiadu. – Tak tylko mówię…
- Zobaczymy… Znalazłaś jakieś ciekawe oferty?
- Owszem. Domki letniskowe. Pobyt na osobę w takim domku wynosi 20 euro. Wiem, że to nie jest mała suma, ale w porównaniu do drogich hoteli wypada naprawdę korzystnie. Poza tym jest jeszcze pole namiotowe do którego od domku jest zaledwie parę metrów. Rozbicie namiotu sześciu osobowego wynosi 20euro, za namiot, nie za osobę.
Moira jeszcze długo rozmawiała z Ryu na temat wycieczki do czasu aż nie zadzwonił telefon komórkowy mężczyzny przerywając im tym samym rozmowę.
- Co?! – Krzyknął podnosząc się gwałtownie. – Bi Boy. Powiedz jeszcze raz, wolniej i spokojniej… Diesle napadli na Magneta? Nie mógł się przed nimi ochronić? Przecież potrafi walczyć, sam go trenowałem. Byli całym gangiem? Co z Magnetem? Cholera… Dobra. Zaraz tam będę. Spotkamy się przy starej kręgielni. – Rozłączył rozmowę. Chwycił za kluczyki od motoru i spojrzał błagalnie na dziewczynę. – Proszę. Zaczekaj tutaj. Zaraz wracam.
- Co się stało? – Moira również zerwała się do pionu. – Powiedz mi, proszę.
- Nie jesteśmy jedynym gangiem w Tokio. Jesteśmy najsilniejsi ale nie jedyni. Diesle napadli mojego przyjaciela. Leży nieprzytomny w szpitalu, ale lekarze mówią, że to nic takiego i po badaniach kontrolnych będzie mógł opuścić szpital. Mam rachunki do wyrównania. – Oczy szamana wskazywały na jego zdenerwowanie, a dziki błysk tylko utwierdzał w przekonaniu.
- Idę z tobą.
- Nie, Moiro. Ty zostaniesz tutaj, gdzie jesteś bezpieczna.
Dziewczyna niechętnie usiadła na sofie, tym samym dając mężczyźnie do zrozumienia, że uszanuje jego zdanie. Ryu wierząc, że Moira jest bezpieczna wybiegł z domu znikając w cieniach nocy.
- Co zamierzasz zrobić? - Zapytał Lucky, pojawiając się przy boku dziewczyny.
- To co powinnam. Nie będę nikomu wadzić, ale też nie pozostanę w schronieniu gdy powinnam się wykazać.
- Nie możesz podążyć za Ryu... - Chłapnął wilk.
- Na szczęście jest ktoś, komu mogę pomóc. - Nastolatka zamknęła oczy i wytężyła słuch, nasłuchując warkot silnika. Na początku był głośny, wyrazisty lecz z każdą sekundą cichł coraz bardziej, aż ostatecznie umilknął. Córka Silvy tylko na to czekała. Otworzyła oczy, a wiedząc, że Ryu zamknął ją w domu na klucz, nie miała innego wyjścia niż okno.
~~
Beznadziejni nie zamierzali pozostawić